Asymetria
W tych wszystkich bardzo modnych ostatnio teoriach i książkach na temat posiadania w swojej szafie pewnej bazy, na której można bez wahania się opierać i komponować różne stroje na różne okazje zmieniając tylko dodatki (o czym w sumie sama jakiś czas temu pisałam i pokazywałam, jak to może działać), czegoś mi brakuje. Te sztywne reguły określające, ile powinno się mieć bluzek, ile par spodni... A gdzie miejsce dla tych niepokornych ubrań, które wyjmuje się z szafy tylko dwa razy do roku, ale nie sposób się z nimi rozstać? Co z tymi, które nie pasują do wszystkiego, ale pasują do siebie jedynie w ściśle określonej kombinacji?














