Jedna baza i różne dodatki - trzy bardzo różne stylizacje. Na luzaka, na co dzień i na wieczór.
Modowe poradniki co chwila mówią o tym, że w szafie wystarczy mieć tylko parę bazowych ubrań, w których dobrze się czujemy, a ich oblicze odmieniać dodatkami o różnym stopniu formalności, które pozwolą nudny uniform dostosować do każdej okazji.
Mosty mają w sobie coś romantycznego. Czy to dzięki spojrzeniom rzucanym w kierunku jej biegu (cóż się tam czai za rogiem? co przyniesie przyszłość?), może spotkaniom kochanków (spotkajmy się na Moście Tumskim i uwiecznijmy naszą miłość, zawieszając na nim kłódkę!) albo przez to, że łączą czasami zupełnie przeciwne światy lub też wręcz prowadzą do magicznych światów?
Czy będzie to kawa o poranku, świeżo wyciągnięte z piekarnika ciasto, skoszona trawa, suszona lawenda, starta skórka cytryny, petrichor, czyli zapach suchej ziemi po deszczu... Niektórzy lubią zapach mokrego psa, a zapaleni czytelnicy mówią, że nic nie równa się zapachowi nowej książki.
A może uwielbiacie powietrze przesiąknięte duszącą wonią róż? Taki właśnie zapach czuję, kiedy patrzę na te zdjęcia i noszę tę różaną bluzkę - chociaż tak naprawdę pachnę stokrotkami.
Koty już dawno podbiły świat i Internet, o tym nie trzeba nikogo przekonywać. Chociaż same często wydają się aroganckie i niezbyt towarzyskie, to wywołują u ludzi zachwyt (bo jak się nie zachwycić takim Rusłanem?), chęć przytulenia oraz sfotografowania i wysłania słodkiego zdjęcia w świat. Nic więc dziwnego, że te zwierzaki pojawiają się często na wielu ubraniach i dodatkach. Czasami są to ich fotografie, a czasami fantastyczne grafiki. Chociażby takie jak ta na mojej koszulce - Audrey Hepburn jako stylowa kotka, którą pokazywałam już we wpisie Red lips. Do tego ulubiona spódnica, pikowana torebka i oczywiście okulary, bez których nie da wyjść się na skąpane w słońcu ulice.
Chowam się pod kocem albo skrywam się w kraciastej zbroi. Noszę ostatnio albo domową kapotkę i dresy (wszystko oczywiście szare), albo strój galowy (czarno-biały, a jak). Ach, ten czas egzaminów. Poniżej na zdjęciach coś pomiędzy tymi dwoma biegunami - kiedy trzeba wyjść chociaż na chwilę na spacer albo do sklepu, ale wciąż wszystko utrzymane w dominującej ostatnio kolorystyce.
Mam nadzieję, że będzie już tylko coraz cieple,j bo zgubiłam i czapkę, i rękawiczki, którymi nawet nie zdążyłam się jeszcze pochwalić (a na pewno oczarowałyby Was te ozdoby z kolorowych kryształków i ćwieków). A teraz - śmigam do kuchni, gdzie czeka na mnie tiramisu.
Lubię widok z Mostów Mieszczańskich na Odrę. Nie jest to jednak miejsce, które można byłoby komuś polecić - widok obejmuje kominy elektrociepłowni, no i zazwyczaj słychać tylko huk przejeżdżających samochodów i tramwajów (chociaż w pamięci zapadły mi zdjęcia Meri Wild robione właśnie w tym miejscu). Lepiej przejść się Bulwarem Zwierzyckiego, który jesienią wygląda magicznie - ale o tym miejscu napiszę więcej przy okazji innego wpisu z serii PROJEKT 1 KM. :-)
Podobno wcale nie trzeba już tego robić, a czasami wręcz słyszę, że nie jest to trendy. Ja jednak wciąż lubię nosić dopasowane kolorystycznie zestawy czapka+komin lub też torebka+buty. Poza tym, to też pozwala mi zamknąć strój w trzech kolorach - w tym przypadku czarny+szary+złoty - wtedy czuję się najlepiej. Nie zawsze jest pora na szaleństwa :-) W poprzednim wpisie pisałam o torebce, która skradła moje serce. Poniżej na paru zdjęciach możecie ją wypatrzeć.