Free spirit
Nie wiem, co mi do głowy strzeliło, żeby w taki upał zakładać czarny kapelusz. Chyba po prostu pasował mi do włóczykijowego nastroju, stworzonego przez bluzkę z indiańską sową, (podwijającą się co chwila) asymetryczną spódnicą, wiązane buty i rykoszetkową torbę płócienną (i po raz kolejny nie mogłam sobie odpuścić konstrukcji z ramiączek typu spaghetti na plecach). W końcu w planach miałam włóczenie się po Wrocławiu — chciałam zajrzeć na dawno nieodwiedzane Nadodrze, niestety skończyło się tylko na Ogrodzie Botanicznym, który chwaliłam i polecałam w poprzednim wpisie.




























