Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Magiczna ulica Piotrkowska
Skałki w Rudawach Janowickich
Uwielbiam podziwiać górskie widoki - najlepiej z jakiegoś bezpiecznego miejsca. Ale czasami trzeba wspiąć się po ażurowych schodach na punkt widokowy albo podejść do krawędzi skały, żeby objąć wzrokiem jak najwięcej.
Tym razem znowu padło na Rudawy Janowickie i szczyt Sokolik, znany z wielu skałek idealnych do wspinania się. Ja wprawdzie tylko się przyglądałam, podziwiałam widoki i pokonywałam strach wspinając się na platformą widokową - ale pierwszy raz zdarzyło się, że byłam tam zupełnie sama!
Podziwiałam tam już jesienny wschód słońca, odwiedziłam to miejsce tegorocznej wiosny, teraz na początku lata i kto wie, może kiedyś uda mi się pokazać piękne widoki z każdej pory roku?
Miasto doznań - parę słów o Poznaniu
Ostatnio u Agaty z bloga Nietransparentnie przeczytałam takie słowa:
Poza tym, czułam też zupełną odmienność tego miejsca. Wszystko wydawało się być zrobione tak jakby trochę w inny sposób.Wprawdzie zostały wypowiedziane o Szczecinie, ale ja dokładnie tak czułam się w Poznaniu. Architektura znajoma, przestrzeń taka nasza polska, ale miałam takie tingling sensation, że coś jest nie tak, że wszystko jest nie na swoim miejscu - ale nie tak zupełnie, tylko odrobinę przesunięte. Czy ktoś rozumie, o co mi chodzi? W końcu w takich chorwackich miasteczkach czy skandynawskich miastach też wszystko jest inne, ze względu na inną kulturę i odmienne warunki klimatyczne, co ma przecież olbrzymi wpływ na planowanie miasta. Może tam po prostu spodziewam się odmienności? Albo oznacza to, że Poznań może poszczycić bardzo wyjątkowym genius loci?
Genius loci według mitologii rzymskiej to opiekuńcza siła, coś, co sprawia, że dana przestrzeń jest jedyna w swoim rodzaju.
ZWYCZAJNE RZECZY #5 W lesie i w ogrodzie
Pora odkurzyć cykl "Zwyczajne rzeczy", w którym dzielę się zdjęciami rzeczy pospolitych - najczęściej kwiatów i sprzętów domowych, bo są zawsze pod ręką - ale sfotografowanych przy użyciu niskich wartości przysłony (a czasami nawet analogowo).
Trzeba czasem trochę cierpliwości, żeby uchwycić na zdjęciu trzmiela albo złapać ten moment, kiedy na chwilkę przestanie wiać wiatr. Trzeba też szczypty szaleństwa, żeby pochylać się nad gałązkami podczas spaceru za miasto, kiedy dookoła grzmi (ale gdyby nie ten deszcz, to nie udałoby mi się zrobić takich ładnych ujęć z mokrymi listkami!).
Photography Never Dies
Fotografia obchodzi 178 swojego lat istnienia. Wcześniej istniały malunki naskalne, obrazy, gobeliny, szkice - wszystko to służyło uwiecznianiu momentów. Jaka przyszłość czeka fotografię, która jest wszechobecna? Czy nigdy nie zaprzestaniemy robienia zdjęć?
Tak naprawdę wystawa "Photography Never Dies" nie jest o historii fotografii - po to lepiej wybrać się do krakowskiego Muzeum Historii Fotografii. Wprawdzie można obejrzeć pierwsze fotografie (bardzo wiele różnych pierwszych fotografii), później jednak cała narracja skupia się raczej na roli fotografii w naszym życiu.
Chociaż fotografia to sztuka, to ta dokumentująca naszą codzienność powiela różna wzorce, zauważalne w kolekcjach zdjęć wielu rodzin. Kolekcjoner Jean-Marie Donat wyodrębnił z ogromnego zbioru zdjęć trzy różne wzory: fotografie z człowiekiem przebranym za niedźwiedzia, te z cieniem fotografa noszącego kapelusz oraz Amerykanów poprzebieranych za czarnoskórych.
![]() |
| wybuch bomby atomowej w Nagasaki - ICONS © Jojakim Cortis and Adrian Sonderegger via CYA |
![]() |
| "Rhein II" Andreas Gursky, 1999 - ICONS © Jojakim Cortis and Adrian Sonderegger via CYA |
Różne nośniki fotografii:
Jaka będzie przyszłość fotografii?
Codziennie powstają miliony cyfrowych zdjęć. W dwie minuty robimy więcej zdjęć, niż powstało przez cały XIX wiek. A ile z nich to autoportrety?
Co 12 sekund drukuje się zdjęcie:
Cała podłoga zawalona jest wydrukowanymi zdjęciami. Najpierw spogląda się na to z ciekawością, a później okazuje się, że po tych zdjęciach trzeba przejść do ostatniej sali. I powiem Wam, że strasznie nieswojo się z tym czułam - tak jakby ktoś kazał przejść mi po książkach. To niby tylko zadrukowane kartki papieru - ale to, co na nich umieszczono, podniosło znacznie ich wartość.
Nie ma lepszego miejsca na zrobienie sobie selfie, niż w części wystawy poświęconej temu rodzajowi fotografii. Ściana w tle za mną obklejona jest fototapetą ze zdjęciami profilowymi pierwszych 500 000 użytkowników Facebooka, zebrane przy udziale Face Bota.
Jedna z części wystawy - Live View - skupia się na czymś niesamowicie aktualnym. Kiedy znajdujemy się w przepięknym miejscu czy też jesteśmy świadkami sytuacji jednej na milion - co robimy? Rozkoszujemy się pięknem i chłoniemy moment, czy staramy się uwiecznić go, tak naprawdę tracąc? Nie wiem, czy takie wynalazki jak Spectacles od Snapchata tylko ułatwią czy utrudnią nam życie.
![]() |
| Artur Urbański, from the series Live View |
Wystawa mieści się na piętrze (najlepiej dostać się tam ruchomymi schodami z głównej hali), co daje możliwość zobaczenia wrocławskiego dworca z innej perspektywy. Właściwie zawsze znajduje się tu lub w sali sesyjnej jakaś wystawa - ciekawy sposób na spędzenie czasu podczas oczekiwania na pociąg. Na pewno lepiej pooglądać interesujące fotografie lub szklane rzeźby (wystawa "Dr Jekyll and Mrs Hyde"), niż siedzieć na schodach pod McDonald's (zwłaszcza, jeśli poczekalnia jest prawie pusta).
Photography Never Dies
wystawa na Dworcu Głównym we Wrocławiu
Photography Never Dies
wystawa na Dworcu Głównym we Wrocławiu
wystawę zwiedzać do końca marca 2017
w każdy czwartek - oprowadzanie kuratorskie
Kraina Lodu
Na pół dnia udało mi się przedostać do Krainy Lodu. Lodowe kwiaty, lodowe drzewa, lodowe podmuchy wiatru. Gdzieś w oddali pobrzmiewały dzwoneczki sań Królowej Śniegu, ale udało mi się uniknąć tego spotkania. Musiałam też robić uniki przed kryształkami lodu - nie chcę, żeby moje serce zamieniło się w kawał lodu!
Dwa oblicza Nadodrza
Gdyński Szlak Modernizmu
Tajemnice nadodrzańskich kamienic
Przez prawie rok mieszkałam w takiej wrocławskiej kamienicy. Grube ściany, okna od ulicy, mało światła, obskurne wnętrze kwartału, brak zieleni. Na każdym kroku ciekawe zdobienia elewacji, punkty rzemieślników, pracownie artystyczne. Przynajmniej węglem nie musiałam palić! Ale dzięki temu wiem też, że za niepozorną fasadą mogą kryć się całkiem przyjemne mieszkania i wiele innych tajemnic. Wprawdzie moja klatka schodowa pomalowana była w pasy w barwach Śląska Wrocław, to w słoneczne dni na ścianach pojawiały się piękne wzorki - to promienie słońca padały przez ażurowe przednóżki (inaczej nazywane podstopnicami albo podniesieniami - takie nowe słówka na dziś! :).
Rejs na Westerplatte
Zabieram Was na rejs tramwajem wodnym!
Na początku nie byłam przekonana do tej formy transportu, pływanie czymkolwiek nigdy za bardzo mnie nie interesowało (Chyba, że kajakiem. Albo na koloniach statkiem po Bałtyku, bo na dziobie zawsze fajnie bujało!). Gdybym jak najszybciej chciała przedostać się na Westerplatte, to chyba jednak autobus byłby szybszy - chociaż w drodze powrotnej autobus stał w korku między tirami - to ominęłoby mnie sporo ładnych widoków. Z jednej strony tramwaj był bardzo wolny, a z drugiej nie zawsze udało uchwycić mi się na zdjęciu to, co chciałam, tak szybko zmieniały się widoki. Może kiedyś zdecyduję się w takim razie na zwiedzanie jakiegoś miasta z pokładu piętrowego autobusu!
Ale dosyć gadania, wyruszamy z Żabiego Kruku i płyniemy Starą Motławą:
Spacerem po Gdańsku
Długopole-Zdrój
Pewnie wiecie, że kiedyś osady powstawały tam, gdzie mieszkańcy mogli odnieść pewne korzyści - czy to na skrzyżowaniu szlaków handlowych, w pobliżu rud metali, w miejscach łatwych do obrony albo dogodnych dla żeglugi. Takim bogactwem były kiedyś wody lecznicze, dzięki którym w XVIII wieku powstało w Polsce wiele uzdrowisk (chociaż lecznicze działanie cieplickich źródeł termalnych doceniono już w średniowieczu). W połowie XIX wieku panowała wręcz moda na wypoczynek w uzdrowiskach, gdzie podróżowało się wynalazkiem zmieniającym świat - koleją żelazną.
Złota jesień
Trochę ostatnio narzekałam, że piękna jesień już się nam kończy. Ale niespodziewanie w zeszłym tygodniu udało mi się złapać trochę uroku prawdziwej złotej polskiej jesieni w Długopolu Zdroju. Czasami słońce wychodziło tylko na piętnaście minut, tak jak na zdjęciu powyżej. Wyszłam z ośrodka dosłownie na chwilę, a nagle okazało się, że całą dolinkę Nysy Kłodzkiej zalało przepiękne światło. Udało mi się trafić na "złotą godzinę", czyli ten moment przed zachodem słońca, kiedy światło jest najbardziej magiczne.
Zakamarki Wrocławia
Są takie miejsca, o których istnieniu się nie wie, nawet jeśli mija się je codziennie. Wystarczy spojrzeć do góry, zajrzeć za róg, wejść do jakiejś kamienicy, żeby przekonać się, że właśnie w tym niepozornym miejscu kryje się najpiękniejsza klatka schodowa Wrocławia.
![]() |
| Hotel Monopol w stylu Art Nouveau |
Wrocławski Manhattan
Wrocławski Manhattan przy pl. Grunwaldzkim i wystawa "Patchwork. Architektura Jadwigi Grabowskiej - Hawrylak".
A teraz trochę faktów: jest to zespół sześciu budynków mieszkalnych i trzech pawilonów handlowo-usługowych na placu Grunwaldzkim we Wrocławiu, zaprojektowanych przez Jadwigę Grabowską-Hawrylak (Miastoprojekt Wrocław) w latach 1967-1970. Budowany był w latach 1970-1973 przez Wrocławskie Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego. Przez wrocławian nazywany Wrocławskim Manhattanem, a ze względu na kształt okien - Sedesowcami. Oficjalna nazwa brzmi Zespół mieszkaniowo-usługowy przy placu Grunwaldzkim we Wrocławiu.
Swoją nietypową elewację budynki zawdzięczają budowaniu z prefabrykatów. Pewnie znacie budynki z "wielkiej płyty", budowane z utworzonych w fabrykach betonowych elementów i składanych na miejscu w bloki mieszkalne. Tutaj sytuacja wyglądała podobnie, tylko tym prefabrykatom nadano bardziej fantazyjny kształt. Te obudowy balkonów miały być taką ochroną wnętrza i mieszkańców przed miejskim hałasem.
ZWYCZAJNE RZECZY #4 analogowo
O tym, że siła przyzwyczajenia i pamięć ciała, związana z powtarzającymi się czynnościami jest bardzo silna, przekonuję się za każdym razem, kiedy fotografuję coś aparatem analogowym. Przy zdjęciach cyfrowych pierwszym odruchem jest przecież sprawdzenie, jak wyszło zdjęcie - czy nie jest poruszone, czy jakieś fragmenty nie są wypalone, może trzeba zmienić ISO albo zmienić przysłonę. Dlatego klikam spust migawki, słyszę charakterystyczny dźwięk przewijanego filmu i... rzucam okiem w miejsce, gdzie powinien znajdować się wyświetlacz aparatu. A tu niespodzianka, ciemność widzę! Jak wyszło zdjęcie, przekonam się dopiero za jakiś czas.
W przypadku zdjęć w tym wpisie wypstrykanie całej kliszy zajęło mi półtora roku! Jedno zdjęcie nie wyszło, bo zawiesił się aparat, jedno było nieostre (uroki obiektywu bez autofocusa), a reszta to kilka ujęć ze spotkania z Kasią z Fashion Branding i parę innych, bardziej rodzinnych.
Na zdjęciach od razu widać analogową magię i nie potrzeba tu żadnych słów. Poprzedni wpis z analogowymi fotografiami znajdziecie tutaj Zwyczajnie #3 analogowo, a inne zlepki różnych zdjęć w comiesięcznych Migawkach i w cyklu Zwyczajne rzeczy.
aparat: Canon EOS 500N
obiektywy: Zenitar 50mm f./2.0 i Tamron 17-50mm f./2.8 - dlatego część zdjęć ma winietę, a część nie :)
aparat: Canon EOS 500N
obiektywy: Zenitar 50mm f./2.0 i Tamron 17-50mm f./2.8 - dlatego część zdjęć ma winietę, a część nie :)
Sukulenty
Co jest takiego fascynującego w sukulentach? Są przecież takie kłujące i niezbyt przyjazne. Są też egzotyczne, potrafią zaskakująco zakwitnąć, świetnie wyglądają na zdjęciach no i nie wymagają aż takiej opieki.
Takie nagromadzenie kaktusów, aloesów, agaw i innych roślin w jednym miejscu robi wspaniałe wrażenie - popatrzcie na te szklarnie z sukulentami meksykańskimi i afrykańskimi we wrocławskim Ogrodzie Botanicznym.
PROJEKT 1KM - Wielka Wyspa
Trzeci rok z rzędu mieszkam w innej części Wrocławia! Daje mi to możliwość poznawania nowych miejsc, do których być może nigdy bym nie trafiła, gdyby nie spacery po najbliższej okolicy. Na tym właśnie polega Projekt 1km - na zaglądaniu w zakamarki, schodzenie z utartych ścieżek, poznawanie lokalnej historii. Zaczęło się od pomysłu mojego przyjaciela, później spacerów po Nadodrzu (muszę tam niedługo wrócić i zobaczyć, co się zmieniło!), próbą znalezienia ciekawych miejsc w okolicach Zielińskiego. Od listopada poznawałam Biskupin i całą wrocławską Wielką Wyspę. Tym razem postanowiłam trochę rozszerzyć ten tytułowy 1km o całą wyspę, która skrywa bardzo dużo niespodzianek.
Wielka Wyspa to nazwa wrocławskiego obszaru, otoczonego Górną Odrą, Starą Odrą i Kanałem Przeciwpowodziowym. Znajduje się tu Biskupin, razem z Sępolnem, Bartoszowicami, Dąbiem, Szczytnikami, Zalesiem i Zaciszem.
Przed II Wojną Światową dzięki wygodnej trasie spacerowej wzdłuż Odry i innym atrakcjom Wielkiej Wyspy (najpierw tereny wyścigów konnych, później Halę Stulecia i tereny wystawowe oraz ogród zoologiczny) cała okolica była celem spacerów i bardzo popularnymi terenami sportowymi i rekreacyjnymi. Zresztą dalej tak jest, w końcu w niewielkiej odległości od siebie funkcjonują Hala Stulecia i zoo, Park Szczytnicki, Ogród Japoński, Stadion Olimpijski, magiczne uliczki i trasy spacerowe wzdłuż rzeki. Swoje budynki mają tu też prawie wszystkie wrocławskie uczelnie, ale to głównie spokojne osiedla, na których bardzo przyjemnie się mieszka.
Bluzy czy rajtuzy?
Bluzy czy rajtuzy? Miejska debata o modzie
Miasto i moda razem? No musiałam pójść posłuchać!
Debatującymi byli Radzka, Małgorzata Możdżyńska-Nawotka, Linda z Fu-Ku i gentleman Karol, a całą rozmowę moderował Secondhand Dandy.
Poniżej trochę wniosków z debaty i przemyśleń, które pojawiły się w mojej głowie.
Urban fashion jako element kultury miasta — czym jest i od jakich czynników zależy?
Tu pojawiła się taka myśl, że miasto to wolność — wolność w ekspresji siebie, w kreowaniu siebie, tu nie trzeba się przejmować opiniami innych tak jak na wsi czy w mniejszych miasteczkach. Od razu skojarzyło mi się to z "klasą kreatywną" Richarda Floridy, której miasta są skupiskiem. To kreatywna grupa ludzi, w której skład wchodzą nie tylko naukowcy i inżynierowie, ale też artyści, muzycy, kadry akademickie — osoby, które mają tworzyć nowe idee i pomysły. Ta ich kreatywność może mieć odbicie w tym, co noszą w przestrzeni, którą uznali za swoją — czyli właśnie w mieście.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)
"




















